Autobusem, pociągiem czy tuk tukiem- który środek transportu wybrać na Sri Lance?

Nie ma jednoznacznej odpowiedzi na pytanie o najlepszy środek transportu po Sri Lance – a to dlatego, że w praktyce trzeba skorzystać z nich wszystkich, aby móc sprawnie przemieszczać się po wyspie. Nie wszędzie jesteśmy w stanie dojechać pociągiem, a autobusy, choć jeżdżą po całej wyspie, nie zawsze są naszym pierwszym wyborem 😉

Naszym pierwszym celem po przylocie na Sri Lankę było miasto Kandy, położone w głębi lądu, około 100 kilometrów od lotniska. Postanowiłyśmy odpuścić sobie nocleg w Colombo, gdzie wylądowałyśmy, ponieważ chciałyśmy dostać się jak najszybciej pod Adam’s Peak, aby następnego dnia zdobyć ten szczyt. Z tego względu szukałyśmy sposobu, aby prosto z lotniska dostać się do Kandy, skąd chciałyśmy złapać pociąg do Hatton, skąd chciałyśmy złapać tuk tuka do Nallathanniya, skąd rano zaczynałyśmy wspinaczkę 😊

W związku z tym padło na autobus– to była prawdziwa przygoda. Pełne zapału, jeszcze trochę ospałe po długim locie udałyśmy się na lankijski PKS. Nie wyglądał jak dworzec PKS, do których jesteśmy przyzwyczajani. Przyjeżdzający autobus za autobusem, stający co rusz w innym miejscu, wszystko bez większego ładu i składu. Rozkładu oczywiście brak. Działającej informacji też. Nie ma opcji, aby znaleźć swój autobus, nie znając języka i nie rozumiejąc tabliczek umieszczonych na pojazdach, w związku z czym pytanie kierowców, dokąd się wybierają, to standard. W końcu udało nam się odszukać autobus, który miał nas zawieźć do Kandy.

Autobusy przypominały kształtem te żółte, które wszyscy kojarzymy  z amerykańskich filmów, tylko o jakieś 40 lat starsze. Te lankijskie jednak były jedyne w swoim rodzaju. Każdy miał inny kolor, z różnymi napisami i najróżniejszymi wzorami. Jednak to, jak wyglądały z zewnątrz, to jeszcze nic w porównaniu z tym, co nas czekało w środku. Tam było wszystko: ołtarz w Buddą, wiszące wszędzie kolorowe światełka, zasłony z falbanami tak wielkimi, że zasłaniały pół widoku- kiedy wchodziłam do autobusu, moja pierwsza myśl za każdym razem taka sama: zaraz pozdzieram wszystkie zasłony!!:D Muszę również wspomnieć o tym, że było tam wyjątkowo ciasno, ale to wynika z tego, że Lankijczycy nie należą raczej do wysokich osób, w przeciwieństwie do mnie- 183 cm wzrostu. Brak miejsca na nogi + siedzenie na niewygodnej plastikowej ławeczce z obiciem + folia (co by siedzenia się za bardzo nie pobrudziły), stanowiło dla mnie nie lada problem, zwłaszcza, że podróż do Kandy trwała ponad trzy godziny (przypominam: sto kilometrów!). Wierciłam się jak szalona:D Tylko Ula była w pełni opanowana – zalety bycia niskim 😀 Największą atrakcją w autobusie jednak była muzyka. Po podróży na Sri Lankę mogę powiedzieć z czystym sumieniem, że znam lankijską muzykę bardzo dobrze, ale wiem jedno- na pewno jej fanką nie zostanę. Po godzinie jazdy i słuchania tej muzyki, która nie była odgrywana szczególnie cicho, można poczuć lekki dyskomfort.  Dobra rada na kolejną przejażdżkę autobusem – stopery oraz słuchawki: must have😊 Po przejażdżce na trasie lotnisko – Kandy przez cały pobyt starałyśmy się, na ile to możliwe, unikać autobusów. Niestety, musiałyśmy skorzystać z nich jeszcze dwa razy, żeby dostać się z Haputale do Mirissy (230 kilometrów, siedem godzin) i z Unawatuny do Hikkaduwa (35 kilometrów, tu poszło szybciej, jednak tylko dlatego, że kierowca ewidentnie przejawiał nie cenił swojego – i naszego – życia zbyt wysoko).

Po autobusach przyszła kolej na tuk tuki. Tutaj dopiero zaczyna się zabawa. Każdy driver tuk tuka to istny łowca turystów. Są oni wszędzie, gdzie tylko mogą złapać potencjalnych klientów. Stacje kolejowe, plantacje herbaty, całe wybrzeże, praktycznie na każdej drodze. Najważniejsza rada- driverzy to straszni naciągacze- trzeba się z nimi targować jak z nikim na Sri Lance. Nikt też nie jest taki natarczywy jak oni i też nikt nie potrafił zdenerwować jak oni (może oprócz kierowcy darmowego shuttle busa na lotnisku, który usiłował nam wmówić, że kilkusetmetrowa przejażdżka kosztuje 10 dolarów od osoby). Są bardzo zaczepni, dlatego trzeba mieć do nich dobrych podejście. Tuk tuki są jednak świetnym rozwiązaniem, jeśli chcemy odwiedzić plantacje herbaty. Niektórzy driverzy oferują wycieczki, objazd po plantacji + fabryka herbaty i to jest rzeczywiście dobra opcja, z której warto skorzystać. Autobusem nie byłybyśmy w stanie odwiedzić większości z tych miejsc lub dojazd zająłby nam znacznie więcej czasu. Trzeba jednak pamiętać o jednym – należy się z nimi zawsze targować. Cena z założenia jest zawyżona i żaden kierowca chyba nawet nie oczekuje, że przystaniemy na pierwszą propozycję 😊 My wybierałyśmy tuk tuki jako rozwiązanie na pokonanie krótkiego dystansu, zwiedzanie plantacji lub, w ostateczności, na przejazd tam, gdzie nie byłyśmy w stanie złapać innego środka transportu. Nie jest to jednak najszybsze rozwiązanie (choć mówić „najszybszy” o jakimkolwiek pojeździe na Sri Lance to lekkie nadużycie). Z Hatton do Nallathanniya jest około 25 kilometrów – pokonanie tej trasy tuk tukiem zajęło nam ponad godzinę, i to po odliczeniu czasu, który spędziłyśmy, czekając, aż nasz kierowca skończy pomagać swojemu synowi naprawić tuk tuka, który zepsuł się pośrodku niczego. Miałyśmy dzięki temu sporo czasu na podziwianie oryginalnego designu naszego pojazdu – ten konkretny był ozdobiony logo adidasa, miałyśmy też okazję przejechać się tuk tukiem pumy czy takim, w którym znajdował się portret Jezusa i cytaty z Biblii. Uprzedzając pytania, przejażdżka z Jezusem nie była szczególnie bezpieczniejsza. Z drugiej strony – skoro Jezus miał nas w opiece, pewnie nie było potrzeby zwalniać na zakrętach czy unikać wyprzedzania na czwartego.

Na koniec  zostawiałam mój ulubiony środek transportu. Pociągi. To właśnie z nich słynie Sri Lanka i to właśnie przejazd pociągiem na Sri Lance zrobił na nas największe wrażenie. Pociągi przemykają pomiędzy górami, dolinami, gdzie ukrywają się małe wioski, niezliczone kilometry plantacje herbat. Widok z pociągu z każdym km staje się bardziej urzekający, z każdym kilometrem coraz bardziej oddajemy się chwili która trwa. Liczy się tylko tu i teraz. To wszystko dzięki widokom jakim doświadczamy.

Główna trasa widokowa prowadzi  z Kolombo przez Kandy, Nuwara Eliya i Haputale do Ella. Jeśli kojarzycie słynne zdjęcia ze Sri Lanki, przedstawiające pociąg jadący mostem wśród herbacianych wzgórz, pochodzą one właśnie z odcinka Nuwara Eliya – Ella. W związku z tym oczywiście wpisałyśmy przejażdżkę pociągiem w nasz plan wyjazdu. Pierwszy odcinek, Kandy – Hatton, pokonywałyśmy w dużej mierze po ciemku (na Sri Lance mrok zapada bardzo wcześnie), ale kolejne dystanse pokonywałyśmy za dnia, żeby móc podziwiać widoki. Pociągi nie są zbyt nowe i z pewnością nie są szczególnie szybkie. Ma to jednak swoje plusy – możemy siedzieć na schodach w wejściu do wagonu (na Sri Lance nikt nie przejmuje się takimi drobiazgami jak zamykanie drzwi do autobusu czy pociągu) i podziwiać krajobraz, robić zdjęcia czy – jak wzorem grupy chińskich turystów jadących z nami któregoś dnia – zorganizować całą sesję zdjęciową, podczas której modele, trzymając się barierki, pozowali w całości poza wagonem, zwisając nad przepaściami, co wprawdzie nie mogło być szczególnie bezpieczne, ale z pewnością zapewniło im kilka dodatkowych lajków na Instagramie (przypadkowe śmierci, do których dochodzi na Sri Lance podczas prób zrobienia sobie najlepszego selfie, to zresztą temat na inną historię: ostatnio doszło do takiego zdarzenia na Adam’s Peak, wcześniej dochodziło do wypadków na moście kolejowym…). My wybrałyśmy opcję „z dreszczykiem, ale bezpieczniej”, czyli siedziałyśmy na schodach, robiłyśmy zdjęcia, chłonęłyśmy widoki i zajadałyśmy się słonymi pączkami z soczewicy kupionymi u handlarzy wsiadających na stacjach po drodze. Pamiętajcie tylko, że opcja ta nie jest dostępna w specjalnym „wagonie widokowym”, do którego turyści mogą się dostać, płacąc bodaj kilkadziesiąt (!) razy tyle co za bilet trzeciej klasy i walcząc o ograniczoną pulę biletów – w wagonie widokowym okna i drzwi są zamknięte z uwagi na klimatyzację. Bilety na przejazd trzecią klasą możecie tymczasem kupić za grosze na dworcu tuż przed odjazdem pociągu. Przy czym nie spodziewajcie się, że odjazd nastąpi o czasie wskazanym na rozkładzie – nam w każdym razie nigdy się to nie zdarzyło, a różnica wynosiła od kwadransa do dwóch godzin. Czyli trochę jak w Polsce, ale z ładniejszymi widokami.

Wybierając się na Sri Lankę, koniecznie trzeba spróbować każdego środku transportu. Zarówno autobus, tuk tuk, jak i pociąg zagwarantują nam niesamowitą przygodę. Jednak dla nas numerem jeden jest wyłącznie pociąg (choć przejażdżki autobusami z pewnością zapamiętamy na długo!). Wybierając pociąg, warto kupić bilet na podróż trzecią klasą. A to właśnie dlatego, że to tam poczujemy najbardziej lankijski klimat: to tak spotkamy zwykłych Lankijczyków, handlarzy oferujących przysmaki i owoce, ale przede wszystkim zachłyśniemy się najpiękniejszymi widokami na Sri Lance.